Ogólne

Pobudzacze – czy mają sens?

33775__374f191a89

Na rynku mamy do czynienia z różnego rodzaju energetykami, pobudzaczami, przedtreningówkami itp. Bardzo dużo osób stosuje tego typu specyfiki. Czują się po nich faktycznie bardziej ożywieni, rozgrzani, gotowi do ciężkiej pracy. Pewien procent z tych osób zauważa, że po dłuższym, stałym stosowaniu tego typu rzeczy organizm się adoptuje i później potrzeba więcej i więcej danego produktu. Faktycznie tak jest i to nie tylko tyczy się pobudzaczy. Nasz organizm głupi nie jest – wręcz przeciwnie! Stanowi potężny, sprytnie funkcjonujący system, który wie co robi i przewiduje niektóre nasze zachowania oraz uczy się aktualnych. Z przedtreningówkami jest tak samo jak z treningiem. Co jakiś czas potrzeby zmiany, modyfikacji, nowych bodźców, żeby się „odmulić”. W treningu dla osób znających się na rzeczy nie stanowi to większego problemu. Z pobudzaczami robi się już trochę gorzej… Przeważnie sięga się po większe ilości, dawki, zmienia producentów itp. Co się dzieje w momencie, kiedy już na nas nic nie działa, albo czujemy delikatny poziom „podkręcenia” organizmu? Zaczynamy narzekać, że nie mamy siły, że to nie nasz dzień, że to wina pogody, że coś dzisiaj idzie słabo. Faktycznie może się zdarzyć, że będziemy mieli słabszą dyspozycję dnia, warunki pogodowe nie będą nam sprzyjać, ale to nie jest wymówka, żeby siedzieć w domu w momencie, kiedy mieliśmy zaplanowany trening. Sami powinniśmy się nauczyć pobudzać swój organizm do działania. Naturalna energia jest najskuteczniejsza. Jeśli dzień wcześniej zakodujecie sobie w głowie treningowy plan działania to na 99% następnego dnia wstajecie i to robicie bez większego problemu. Nie jestem przeciwny przedtreningówkom, ale osobiście jestem zdania, że wypracowanie własnego, naturalnego, wewnętrznego systemu pobudzania jest dużo skuteczniejsze i pewniejsze niż przyjmowanie czegokolwiek np. w płynie czy kapsułkach. Startując wielokrotnie na różnych zawodach, czując się bardzo zmęczony podróżami itp. czasami piłem małą kawę na śniadanie i Red Bulla przed startem. Przez kilkanaście lat rywalizacji na mitingach, Mistrzostwach Europy, Świata, Uniwersiadach, Igrzyskach Olimpijskich to było moim „zewnętrznym dopalaczem”. Czy wystarczyło? W zupełności tak!!! Wybór należy do Was.

 

Co jest ważniejsze – smartfon czy trening?

 

mot_604789f90fff7d13a6d504b47807cc27

Telefon, smartfon – ważna sprawa. Praktycznie każdy z nas go ma i większość bardzo intensywnie używa. Niektórzy aż za bardzo… Widzę wiele osób, które nie są w stanie wykonać treningu bez zabawy, przesuwania, naciskania, dotykania ekranu swojego mobilnego urządzenia. Nie twierdzę, że będąc na treningu nie można mieć ze sobą smartfona. Można, bo przecież nikt nikomu tego nie broni, ale jeśli naszym założeniem jest zrobić „dobrą robotę” to się na niej skupmy. Sytuacje, w których dana osoba wykonuje np. wyciskanie w leżeniu na ławeczce płaskiej po zakończeniu każdej serii siada, bierze sprzęt do ręki i się na nim bawi 3-4min to już lekka przesada…. Później sobie przypomina, że przecież ćwiczy – wraca do kolejnej serii i kolejna przerwa. Jest to dla mnie niezrozumiałe… Osobiście uważam, że taki trening jest mało efektywny, rozłożony w czasie, mało intensywny. Widziałem osoby, które grają w gry, edytują sobie zdjęcia itp. Oczywiście nikomu nie patrzę przez ramię co robi, ale jak taka osoba ćwiczy zaraz obok mnie to siłą rzeczy wszystko widać. Przyznam, że na własnych treningach oraz treningach z podopiecznymi mam ze sobą telefon. Czy z niego korzystam? Tak. Jeśli jest taka potrzeba to kontaktuję się za jego pomocą z podopiecznymi. Na tym kończy się moja mobilna aktywność. W pełni rozumiem osoby, które od czasu do czasu napiszą smsa, przeprowadzą krótko rozmowę telefoniczną, słuchają podczas ćwiczeń muzyki, korzysta z aplikacji obsługujące GPS. Co innego jeśli ktoś siedzi na czacie i zajmuje mu to kilka – kilkanaście minut. Ostatnio widziałem osobę, która siedząc na jednym stanowisku coś robiła na telefonie przez przeszło 45min. Po tak długim czasie organizm całkowicie zdąży ostygnąć i wcześniejsza rozgrzewka – o ile została przeprowadzona – jest już nieaktualna.

Bierzcie smartfony na trening, korzystajcie z nich ale pamiętajcie, co jest Waszym priorytetem. Chyba każdy z Was wytrzyma 45-90min bez telefonu prawda?